Praca na etacie.
Czy można wierzyć w to, że zawsze i wszędzie będziemy mogli znaleźć pracę na etacie? Nie sądzę, świat się zmienia, system zatrudniania również. Kiedyś normalnym była praca w jednym zakładzie od osiemnastego roku życia do emerytury, teraz to praktycznie nie jest realne. Królują prace chwilowe, korepetycje, gotowce czasem praca na czarno. Może nie jest to zły trend, gdyby nie jeden szczegół. Kiedyś, za ileś lat czeka nas emerytura. Jaka ona będzie, jeśli nasza droga zawodowa oparta była na czymś takim jak zlecenia prac? Wcale nie jestem przekonany, czy w takiej sytuacji otrzymamy jakąkolwiek emeryturę. W końcu zlecenia nie zapewniają składek emerytalnych a jeśli już tak się dzieje to są one w minimalnej wysokości. Oczywiście, ktoś, kto zajmuje się informatyką czasem mówi się podejmować takich zleceń. W końcu nie ma lepszej fuchy jak na przykład grafik freelancer. Ale to są rzeczy na chwile, a przynajmniej powinny być. Niestety są na stałe. Jednak nie ma sytuacji bez wyjścia. Sam jestem freelncerem, więc myślę o przyszłości. Na emeryturę nie liczę, liczę na siebie. Planuje start poważnej firmy, normalne dochody i odkładanie pieniędzy na później. Tylko taki sposób działania umożliwia spokojna starość oparta na dobrej sytuacji finansowej. Sytuacje emerytów znam, nawet tych, którzy dobrze zarabiali. Nie mogę się nadziwić, że państwo pozwala na to, żeby ludzie starsi żyli w takiej nędzy. Ja nie chcę tego doczekać, dlatego myślę już teraz, którą droga pójść, żeby zminimalizować ryzyko takiego życia w czasie starości.
środa, 8 grudnia 2010
środa, 1 grudnia 2010
Zadania domowe
Matematyka nigdy nie była moja mocną stroną. Owszem, jeśli chodzi o rzeczy oczywiste to nie było problemu. Rozwiązania zadań znałem na pamięć, nie musiałem nic pisać. Ale gdy przyszły trudniejsze tematy, funkcje, cosinusy i tego typu rzeczy było już trochę gorzej. Nie potrafiłem tego zrobić. Ale wciąż lubiłem matematykę. Dlatego zacząłem się zastanawiać, co zrobić, żeby sobie poradzić? Co zrobić, żeby zadania domowe nie budziły we mnie strachu? I znalazłem rozwiązanie problemu. Małe korepetycje. Udzielał mi ich lokalny nauczyciel. Dla mnie mistrz matematyki, a jednocześnie niezwykle miły człowiek. Spokojnie, tłumaczył mi wszystko to, czego nie rozumiałem. I nie ważne było to, że referaty trwały godzinę. Jeśli trzeba było to siedział dwie. I tak metodą ćwiczeń zacząłem rozumieć i te trudniejsze rzeczy. Co prawda nie zawsze mnie one tak do końca interesowały, myślałem i liczyłem, kiedy się skończą, ale jakoś sobie radziłem? Cieszyło mnie to bardzo. Szczególnie, gdy widziałem, że wielu moich kolegów z klasy sobie nie radzi. Nie to, żebym czuł się od nich lepszy. Cieszyłem się, że nie mam takiego problemu. I nie mam go do dzisiaj, choć od ukończenia szkoły minęły lata. Matematyka jest czymś, co lubię. W przeciwieństwie na przykład do chemii. Ale tutaj tez się nic nie zmieniło. W szkole chemii tez nie lubiłem. Po prostu ja zdałem i nie chciałem więcej o tym myśleć. Jak widać to, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym w późniejszym wieku procentuje? Tak przynajmniej jest w moim przypadku.
Etykiety:
gotowce,
korepetycje,
praca domowa,
referaty,
zadania domowe
piątek, 26 listopada 2010
Przemyslenia o korepetycjach
Są dni, gdy się zastanawiam, czy nie dobrze byłoby wrócić do szkoły? Oczywiście nie mam na myśli powrotu do lat młodzieńczych i szkoły na przykład średniej. To było, minęło i już na pewno nie wróci. Raczej myślę o tym, żeby zapisać się na jakieś zajęcia, kurs, może szkołę policealna. Fajnie byłoby przypomnieć sobie jak to jest w szkole. Usiąść w ławce, słuchać wykładów, uczestniczyć w sprawdzianach i pracach kontrolnych. Fajnie byłoby czasami przypomnieć sobie, co to są gotowce. W końcu to domena uczniów. Tak było, jest i będzie. Ściąga towarzyszyła mi w szkole podstawowej, więc czemu nie mogłaby teraz? Byłoby ciekawie. Stary chłop kryjący się z przygotowaną karteczką. Oczywiście to jest żart. Szkole traktowałbym poważnie. Jeśli trzeba udałbym się nawet na pisanie gotowców. Kiedyś, co prawda nie potrzebowałem tego typu rzeczy, ale minęło trochę lat, pamięć już nie ta wiec może i korepetycje byłyby niezbędne. Pozostaje tylko jedno pytanie. Jaki kierunek wybrać? Bardzo mnie interesuje informatyka, więc chyba pójdę w tą stronę. Trochę na ten temat wiem, więc szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jaką szkole wybrać, żeby się w niej nie nudzić, ale może jakąś mi się uda? Na razie jednak koncentruje się na tym, żeby zebrać wystarczającą ilość gotówki. Pracuje, więc na życie mam, ale nauka to naprawdę duże koszty i mówiąc to nie mam na myśli wyłącznie czynszu za naukę, który trzeba opłacać, co pół roku. W końcu nauka kosztuje i poza tym, a raz już zrezygnowałem ze szkoły z powodów finansowych. Nie chce tego robić ponownie.
Etykiety:
korepetycje,
pisanie gotowców,
praca domowa,
zadania domowe
piątek, 19 lutego 2010
Koniec szkoły i co dalej?
Szkoła, szkoła i po szkole. Lata szkolne minęły bezpowrotnie. Ale czy do końca bezpowrotnie? Ostatnio spotkałem się z ciekawą ofertą. Zaznaczę, że dla mnie może być aktualna za jakieś trzydzieści lat a może i więcej. Chodzi o uniwersytet dla emerytów. Formę studiów, które co prawda nie dają wyższego wykształcenia, ale pozwalają emerytom pogłębić swoja wiedzę. Przeczytałem o tym, że jest to normalna uczelnia ze wszystkimi tego konsekwencjami. A więc są wykłady, egzaminy, są też referaty z różnych przedmiotów dla osób nie radzących sobie z nimi. Pisanie gotowców jest prowadzone grupowo, po zajęciach lub w innych dniach. Same studia, studenci, mimo podeszłego nieraz wieku zachowują się podobnie jak ich młodzi odpowiednich. A więc zdarza się ściąga na egzaminach zdarzają się wspólne imprezy, czasem do białego rana. Oczywiście jak na normalnych studiach wykładowcy za ściągi wyrzucają z egzaminu, a na egzaminach ustnych są bardzo wymagający. Szczerze mówiąc bardzo podziwiam takie inicjatywy. Dobrze, że są takie inicjatywy, które nie zmuszają emerytów do działania, ale zachęcają ich poprzez zaoferowanie naprawdę ciekawej oferty. Szkoda, że na wsiach rzadko można spotkać takie inicjatywy, właściwie nie spotkałem ani jednej takiej szkoły na terenach wiejskich. Z drugiej strony trudno się dziwić. Wieś to inny świat i starsi ludzie inaczej spędzają czas. Ale może kiedyś powstaną wiejskie oddziały takich szkół. Emeryci z wiejskich okolic z pewnością byliby z tego bardzo zadowoleni i z wielkim entuzjazmem zaangażowaliby się w takie przedsięwzięcie.
Etykiety:
gotowce,
korepetycje,
nauka,
pisanie gotowców,
praca domowa,
referaty,
rozwiązywanie zadań
środa, 10 lutego 2010
Zadania domowe
Czy zawsze zadania domowe przynoszą pozytywny efekt? Nawet te najlepsze, prowadzone przez dobrego korepetytora, takie korepetycje przez duże K? Moim zdaniem nie. Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka. Jednym z nich z pewnością jest zły system nauczania w szkole. Co z tego, że na zajęciach dodatkowych uczeń wie wszystko, jeśli w szkole, podszyty strachem, bo nauczyciel wprowadza taka atmosferę boi się wydusić z siebie słowa? Tak często jest, o czym rodzicie nie mają pojęcia. Jedyną szansa na to, żeby dowiedzieć się o tym są rozmowy rodziców z innymi uczniami, lub z rodzicami tych uczniów, chociaż tu już bez gwarancji sukcesu, w końcu nie każde dziecko rodzicom takie rzeczy opowiada. Sam znam takie sytuacje z własnego doświadczenia. W moim przypadku przedmiotem, na który tak reagowałem była chemia. Kobieta, która ją prowadziła była bardzo niemiła, potrafiła upomnieć, oskarżyć, wyzwać bez powodu. Baliśmy się jej do tego stopnia, że słysząc rozwiąż zadanie, nawet najprostsze szukaliśmy haczyka. Bo przecież nie może być tak, że rozwiązanie jest tak blisko. Ona chemii tez nie umiała. Zawsze miała gotowa praca domowa, a teorie czytała z książek. Na lekcji. Nawet śmialiśmy się, że jakby jej książkę zbratać to wiedziałaby mniej od nas. Ale to ona była nauczycielka, my nie. Więc ona miała prawo nie wiedzieć, a my musieliśmy wiedzieć wszystko. Nie pomagało nic, pomógł czas. Chemia minęła z końcem szkoły i szczerze mówiąc nie chcę o niej pamiętać. Nie nauczyłem się nic, i cieszę się, że zaliczyłem. Nic poza tym. I więcej chemii uczyć się nie zamierzam.
Korepetycje w dzisiejszych czasach
Czasami nauka w szkole nie przynosi pozytywnych efektów. Dzieje się tak z różnych powodów. Niestety jednym z nich często jest brak dobrego nauczyciela. To, że ktoś posiada taki zawód wcale nie oznacza, że umie uczyć, przynajmniej nie zawsze to oznacza. Dlatego w takich sytuacjach uczniowie szukają innej drogi. Jedną z nich są gotowce. W założeniu mają pomagać, pozwolić nadrobić materiał. Ale co w sytuacji, jak i referaty są złe? Często tak jest, ponieważ ta branżą zajmują się przede wszystkim studenci. Owszem, trafia się nauczyciele, którzy w ten sposób dorabiają sobie do pensji, ale jest ich nie wielu. A student? Co może student? Sam często żyje na uczelni na trochę innych zasadach. Gotowe rozwiązania zadań podkładane do pracy kontrolnej i tego typu rzeczy są normą. A potem idzie do ucznia i sam zleca: rozwiąż zadanie. Jemu jest łatwiej, bo zna wynik. Uczeń się męczy. A student nie do końca potrafi mu wyjaśnić jak to zrobić. A najlepsze jest to, że na koniec pobiera za swój brak umiejętności nauczania całkiem niezłe pieniądze. W dużych miastach jest to norma, więc znaleźć dobrego korepetytora nie jest łatwo, a jeśli już się znajdzie to z pewnością będzie on niemało kosztować.. Dlatego najlepszym pomysłem jest samodzielna nauka już od pierwszych lat szkolnych. Brak zaległości, szukanie odpowiedzi na pewne pytania samemu, nie tylko na lekcji. W erze Internetu nie jest to trudne, tylko trzeba chcieć. Ja, co prawda już jestem po szkole, ale gdybym był uczniem właśnie tak bym postępował.
Czy zawsze referaty przynoszą pozytywny efekt? Nawet te najlepsze, prowadzone przez dobrego korepetytora, takie korepetycje przez duże K? Moim zdaniem nie. Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka. Jednym z nich z pewnością jest zły system nauczania w szkole. Co z tego, że na zajęciach dodatkowych uczeń wie wszystko, jeśli w szkole, podszyty strachem, bo nauczyciel wprowadza taka atmosferę boi się wydusić z siebie słowa? Tak często jest, o czym rodzicie nie mają pojęcia. Jedyną szansa na to, żeby dowiedzieć się o tym są rozmowy rodziców z innymi uczniami, lub z rodzicami tych uczniów, chociaż tu już bez gwarancji sukcesu, w końcu nie każde dziecko rodzicom takie rzeczy opowiada. Sam znam takie sytuacje z własnego doświadczenia. W moim przypadku przedmiotem, na który tak reagowałem była chemia. Kobieta, która ją prowadziła była bardzo niemiła, potrafiła upomnieć, oskarżyć, wyzwać bez powodu. Baliśmy się jej do tego stopnia, że słysząc rozwiąż zadanie, nawet najprostsze szukaliśmy haczyka. Bo przecież nie może być tak, że rozwiązanie jest tak blisko. Ona chemii tez nie umiała. Zawsze miała gotowe rozwiązywanie zadań, a teorie czytała z książek. Na lekcji. Nawet śmialiśmy się, że jakby jej książkę zbratać to wiedziałaby mniej od nas. Ale to ona była nauczycielka, my nie. Więc ona miała prawo nie wiedzieć, a my musieliśmy wiedzieć wszystko. Nie pomagało nic, pomógł czas. Chemia minęła z końcem szkoły i szczerze mówiąc nie chcę o niej pamiętać. Nie nauczyłem się nic, i cieszę się, że zaliczyłem. Nic poza tym. I więcej chemii uczyć się nie zamierzam.
Czy zawsze referaty przynoszą pozytywny efekt? Nawet te najlepsze, prowadzone przez dobrego korepetytora, takie korepetycje przez duże K? Moim zdaniem nie. Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka. Jednym z nich z pewnością jest zły system nauczania w szkole. Co z tego, że na zajęciach dodatkowych uczeń wie wszystko, jeśli w szkole, podszyty strachem, bo nauczyciel wprowadza taka atmosferę boi się wydusić z siebie słowa? Tak często jest, o czym rodzicie nie mają pojęcia. Jedyną szansa na to, żeby dowiedzieć się o tym są rozmowy rodziców z innymi uczniami, lub z rodzicami tych uczniów, chociaż tu już bez gwarancji sukcesu, w końcu nie każde dziecko rodzicom takie rzeczy opowiada. Sam znam takie sytuacje z własnego doświadczenia. W moim przypadku przedmiotem, na który tak reagowałem była chemia. Kobieta, która ją prowadziła była bardzo niemiła, potrafiła upomnieć, oskarżyć, wyzwać bez powodu. Baliśmy się jej do tego stopnia, że słysząc rozwiąż zadanie, nawet najprostsze szukaliśmy haczyka. Bo przecież nie może być tak, że rozwiązanie jest tak blisko. Ona chemii tez nie umiała. Zawsze miała gotowe rozwiązywanie zadań, a teorie czytała z książek. Na lekcji. Nawet śmialiśmy się, że jakby jej książkę zbratać to wiedziałaby mniej od nas. Ale to ona była nauczycielka, my nie. Więc ona miała prawo nie wiedzieć, a my musieliśmy wiedzieć wszystko. Nie pomagało nic, pomógł czas. Chemia minęła z końcem szkoły i szczerze mówiąc nie chcę o niej pamiętać. Nie nauczyłem się nic, i cieszę się, że zaliczyłem. Nic poza tym. I więcej chemii uczyć się nie zamierzam.
Etykiety:
gotowce,
korepetycje,
nauka,
praca domowa,
referaty,
rozwiązywanie zadań
piątek, 5 lutego 2010
Nauka - korepetycje
W stosunku do uczniów warto mieć zasadę ograniczonego zaufania. Taką myślą zakończyła się moja rozmowa z emerytowanym nauczycielem. Powiedział mi, że uczniów warto traktować dobrze, po partnerski, ale nie warto do końca im ufać. Szczególnie, jeśli chodzi o sprawdziany i kartkówki. Gotowce, są coraz doskonalsze, bardziej pomysłowe i nawet najlepszy nauczyciel nie jest w stanie wyłapać wszystkich prób ściągania. Oczywiście wychwyci próby oczywiste, na przykład, gdy ściąga wystaje uczniowi spod ubrania. Jedyna szansa jest takie układanie pytań na klasówce, żeby przeczyły idei ściągania. Mówiąc wprost, żeby mieściły się w wiedzy danej klasy, ale zmuszały do myślenia. Wtedy ściąganie nie ma sensu a te zapisane maczkiem kartki stają się nieprzydatne. Opowiadał, że on często stosował właśnie taka metodę. Wtedy wszystko wychodziło. Można było zauważyć, który uczeń umie, który nie umie, kto chodzi na korepetycje. Powstawał w głowie nauczyciela jakiś obraz poziomu klasy i dzięki temu mógł on odpowiednio zmienić program nauczania. Oczywiście w granicach normy. Czasem wystarczało parę zajęć w formie powtórek. Takie klasowe referaty. Uczniowie przypominali sobie materiał, nauczyciel wyjaśniał wątpliwości i ruszali dalej. Tak było, gdy nauczyciel wiedział jak uczyć i kiedy zareagować na pewne zdarzenia w klasie. Niestety, ten nauczyciel, który nie jest w stanie opanować ściągania nie jest w stanie dobrze ocenić klasy. I często stąd biorą się błędy w realizacji programu nauczania. Ale to już inna opowieść, którą na pewno powinni usłyszeć nauczyciele.
Etykiety:
gotowce,
pisanie gotowców,
praca domowa,
referaty,
zadania domowe
Referaty
Czasami nie warto oglądać się na innych tylko samemu wziąć sprawy w swoje ręce. Te słowa można również skierować do uczniów, którym rodzice wybierają taka a nie inna szkołę. Sam należałem do takich uczniów. Marzeniem rodziców było technikum mechaniczne, do którego miałem chodzić. Młody byłem to się zgodziłem. Pierwszy rok jakoś się udał. Potem kompletnie nie radziłem sobie w tej szkole. Szczególnie na przedmiotach technicznych. Gotowce nie pomagały. W końcu, jeśli się czegoś nie wie to trudno zrobić coś takiego jak ściąga. Dlatego kiedy sprawdzian z przedmiotów technicznych to było coś strasznego. Jeszcze gorsze było odpytywanie. Często po prostu nie rozumiałem pytania, a co dopiero udzielić odpowiedzi. Przebąkiwałem rodzicom, że przydałyby się referaty. Słyszałem jedna odpowiedz. Ucz się, żadne korepetycje nie wchodzą w grę. Efektem był fakt, że zacząłem wagarować. Rezultatem skreślenie z listy uczniów. Ucieszyłem się. Znalazłem inną szkołę. Sam. Zacząłem do niej uczęszczać. Skończyłem ją z wynikiem prawie wzorowym, nie opuściłem jednego dnia. Zdałem maturę i uczyłem się dalej. A najśmieszniejsze jest to, ze od początku chciałem tam iść, tylko rodzice się nie zgodzili. Cieszę się, że tak się sprawy wyjaśniły, chociaż żałuje, że straciłem tyle czasu. W końcu dwa lata zostało bezpowrotnie stracone. Żałuje tego z jednego powodu. To były najlepsze lata życia. Ominęły mnie połowinki, studniówka, przyjaźnie klasowe. Ale co zrobić? Nie do końca sam o tym decydowałem, więc wina leży również po obu stronach. A że ja na tym cierpiałem. Cóż. Było, minęło. Nie warto się na tym koncentrować, skoro to już za mną. Wiem to i żyje dalej. Ale wszystkim mówię, żeby słuchali swoich dzieci. Czasem wiedza, co mówią i do czego dążą.
Etykiety:
gotowce,
korepetycje,
praca domowa,
referaty,
rozwiazywanie zadań,
zadania domowe
sobota, 30 stycznia 2010
Referaty na wsi
Wiejskie szkoły zawsze cechował niższy poziom nauczania niż ten, obowiązujący w szkołach miejskich. Uczniom to nie przeszkadza. W końcu to mniej obowiązków. Czasem i z nimi nie dają sobie rady, dlatego hasła typu rozwiąż zadanie kierują do rodziców. Oczekują od nich pomocy. Jednak rodzicie przyzwyczajeni do innego poziomu nauczania, znanego im sprzed lat nie rozumieją tego, co dzieci mówią. Rozwiązania zadań? Tak trudnych? Przecież to przerabialiśmy na studiach a teraz to jest w drugiej klasie gimnazjum. Czasami taki rodzic szuka kogoś, kto mógłby dąć dziecku korepetycje i z reguły nikogo nie znajduje. Gotowce to domena ludzi młodych. Studentów, młodych nauczycieli. Jeśli nawet we wsi są, to udzielają korepetycji w miastach, tam gdzie mieszkają, czy studiują. Na wsi nie ma nikogo, kto mógłby dziecku udzielić takiej pomocy. Kiedyś, pamiętam były zajęcia wyrównawcze. Pozwalały one słabszym uczniom nadrobić zaległości, nie odstawać od reszty klasy. Były to zajęcia bezpłatne. Oczywiście skończyły się w chwili, gdy szkoły zaczęły szukać oszczędności. Czyli mówiąc w skrócie koszty korepetycji zrzucono na rodziców, bo inaczej tego nazwać nie można. Trochę szkoda, bo szkoła powinna nauczyć a nie tylko realizować program nauczania. Bo na razie realizuje program nie próbując tak naprawdę nauczyć. Uczeń ma umieć, znać, zapomnieć. I wcale nie jest to doby sposób postępowania, jest to sposób, który prowadzi donikąd. Bo brak wiedzy w którymś momencie wypływa. Czy to w szkole średniej, czy to na studiach, czy po prostu w życiu? I wtedy wcale nie jest miło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)