sobota, 30 stycznia 2010

Referaty na wsi

Wiejskie szkoły zawsze cechował niższy poziom nauczania niż ten, obowiązujący w szkołach miejskich. Uczniom to nie przeszkadza. W końcu to mniej obowiązków. Czasem i z nimi nie dają sobie rady, dlatego hasła typu rozwiąż zadanie kierują do rodziców. Oczekują od nich pomocy. Jednak rodzicie przyzwyczajeni do innego poziomu nauczania, znanego im sprzed lat nie rozumieją tego, co dzieci mówią. Rozwiązania zadań? Tak trudnych? Przecież to przerabialiśmy na studiach a teraz to jest w drugiej klasie gimnazjum. Czasami taki rodzic szuka kogoś, kto mógłby dąć dziecku korepetycje i z reguły nikogo nie znajduje. Gotowce to domena ludzi młodych. Studentów, młodych nauczycieli. Jeśli nawet we wsi są, to udzielają korepetycji w miastach, tam gdzie mieszkają, czy studiują. Na wsi nie ma nikogo, kto mógłby dziecku udzielić takiej pomocy. Kiedyś, pamiętam były zajęcia wyrównawcze. Pozwalały one słabszym uczniom nadrobić zaległości, nie odstawać od reszty klasy. Były to zajęcia bezpłatne. Oczywiście skończyły się w chwili, gdy szkoły zaczęły szukać oszczędności. Czyli mówiąc w skrócie koszty korepetycji zrzucono na rodziców, bo inaczej tego nazwać nie można. Trochę szkoda, bo szkoła powinna nauczyć a nie tylko realizować program nauczania. Bo na razie realizuje program nie próbując tak naprawdę nauczyć. Uczeń ma umieć, znać, zapomnieć. I wcale nie jest to doby sposób postępowania, jest to sposób, który prowadzi donikąd. Bo brak wiedzy w którymś momencie wypływa. Czy to w szkole średniej, czy to na studiach, czy po prostu w życiu? I wtedy wcale nie jest miło.