środa, 10 lutego 2010
Zadania domowe
Czy zawsze zadania domowe przynoszą pozytywny efekt? Nawet te najlepsze, prowadzone przez dobrego korepetytora, takie korepetycje przez duże K? Moim zdaniem nie. Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka. Jednym z nich z pewnością jest zły system nauczania w szkole. Co z tego, że na zajęciach dodatkowych uczeń wie wszystko, jeśli w szkole, podszyty strachem, bo nauczyciel wprowadza taka atmosferę boi się wydusić z siebie słowa? Tak często jest, o czym rodzicie nie mają pojęcia. Jedyną szansa na to, żeby dowiedzieć się o tym są rozmowy rodziców z innymi uczniami, lub z rodzicami tych uczniów, chociaż tu już bez gwarancji sukcesu, w końcu nie każde dziecko rodzicom takie rzeczy opowiada. Sam znam takie sytuacje z własnego doświadczenia. W moim przypadku przedmiotem, na który tak reagowałem była chemia. Kobieta, która ją prowadziła była bardzo niemiła, potrafiła upomnieć, oskarżyć, wyzwać bez powodu. Baliśmy się jej do tego stopnia, że słysząc rozwiąż zadanie, nawet najprostsze szukaliśmy haczyka. Bo przecież nie może być tak, że rozwiązanie jest tak blisko. Ona chemii tez nie umiała. Zawsze miała gotowa praca domowa, a teorie czytała z książek. Na lekcji. Nawet śmialiśmy się, że jakby jej książkę zbratać to wiedziałaby mniej od nas. Ale to ona była nauczycielka, my nie. Więc ona miała prawo nie wiedzieć, a my musieliśmy wiedzieć wszystko. Nie pomagało nic, pomógł czas. Chemia minęła z końcem szkoły i szczerze mówiąc nie chcę o niej pamiętać. Nie nauczyłem się nic, i cieszę się, że zaliczyłem. Nic poza tym. I więcej chemii uczyć się nie zamierzam.